Zabawa w głoski, czyli jak nie umrzeć ze śmiechu.

Antek z dnia na dzień doszedł do wniosku, że musi poznać wszystkie litery i nauczyć się czytać. Nie przekłada się to bynajmniej na chęć nauczenia się pisania. Ale nawet ja ostatnio doszłam do wniosku, że ręczne pisanie zdarza mi się bardzo rzadko. Aż wierzyć się nie chce, że jeszcze kilka lat temu w szkołach nikt nie słyszał o komputerach i nawet projekty pisało się ręcznie, a teraz… Ja obecnie w pracy ręcznie stawiam tylko parafę, nic więcej. Może faktycznie powinno się w szkołach uczyć od najmłodszych lat prawidłowego pisania na klawiaturze, przecież to bardzo ułatwia życie. Ale nauki ręcznego pisania i tak synalkowi nie odpuszczę, moje prywatne dziecko musi posiadać taką umiejętnośc. Ale wracajac do nauki czytania, Antek ciągle wymusza na nas zabawę w głoski. I tak zaczynając losowo od „t” był traktor, trakt, trawa, transformator, itd. Ale czasami robi się zabawnie, gdy synalek nie ma najlepszego dnia i jakoś nie może wymyślić słówek na zadaną głoskę, wtedy usilnie staramy się mu pomagać, co go strasznie denerwuje i czasami nawet doprowadza do łez. I tak w czasie podróży na basen padło na literkę „f”. Dzięki  książce pana Kasdepke pojawił się zatem fakir i frytki … Ale Antkowi wyraźnie nie szło, wiec bardzo chcieliśmy mu pomóc. I pojawiły się podpowiedzi: co czasami oglądamy wieczorami? Syn odpowiada, że bajki. Drążymy temat, że chodzi o słowa na literkę „f”, no na co chodzimy do kina? Z pewnością siebie synalek odpowiada, że na na popcorn. Hehehehe :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *