Prawdziwa paczka, czyli tutu w moim wydaniu ;)

Post ten jest o spełnianiu  marzeń.

Nie wiem kiedy to się stało, ale pewnego dnia już wiedziałam, że muszę uszyć prawdziwe tutu. Nie takie z zawiązywanych na gumce pasków tiulu, ale takie jak noszą baletnice. Internet dla mnie to kopalnia wiedzy. Przesiedziałam przed komputerem mnóstwo czasu. Znalazłam setki stron z tutorialami o tym jak zrobić tutu, tylko niestety nie takie jakie mi się marzyło. Znalazłam na stronach amerykańskich odsyłacze do książek o konstrukcji tutu. Okazało się, że niestety są one nieosiągalne. Nakłady wyczerpane, nikt nigdzie nie sprzedaje takich poradników. Są nawet warsztaty szycia tutu, tylko niestety w tym roku będą one realizowane tylko w Stanach Zjednoczonych i Australii. A ja przecież tutu musiałam mieć już. Zaczęłam więc sklejać szczątkową wiedzę z różnych stron, blogów, wykrojów. I powstała dość nieudolna jeszcze, ale moja pierwsza paczka. Czy jestem zadowolona? Nie, nie satysfakcjonuje mnie ona. Ale już wiem, że za jakiś czas odzyskam tiul użyty do tej spódniczki i uszyję kolejne. Może tym razem wyjdzie mi lepiej. Ale cieszę się, że przynajmniej spróbowałam.

Tutu jest tak sztywne, że można je powiesić np. na klamce na drzwiach i się nie odkształca. Czary-mary.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *