Co za dzień…

Poparzyłam sobie rękę maszyną do szycia tzn. właściwie lampką w niej (ruski sprzęt- chyba nic więcej nie muszę tłumaczyć). Potem złamałam ostatnią igłę- tak, tak wiem, że powinnam mieć zapas. Spaliłam totalnie obiad, nawet nie było co ratować. Stefie wychodzą zęby więc daje nam popalić, odmawia spożywania posiłków za to rzuca nimi wyśmienicie. Strasznie chcę końca dnia. Miałam nadzieję, że dzieciaczki pójdą spać koło 21, ale niestety młodsza latorośl ożyła i już nie chce się jej spać. Jedyne co mi się udało to ta opaska. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *